Nocoń: Przyciągnąć kibiców grą

Trener Adam Nocoń opowiada co zapamięta z rundy jesiennej, jak chce żeby Górale grali wiosną i o wyjątkowości I ligi, w podsumowaniu tegorocznych rozgrywek.

Za Panem pierwsza runda pracy w Podbeskidziu, co Pan z niej zapamięta?

Na pewno atmosferę meczu z GKS-em Katowice. Takie mecze pamięta się do końca życia, ze względu na całą otoczkę, ilość kibiców. To było duże przeżycie.

Z rzeczy, które chciałby Pan pewnie zapomnieć to debiut w Chojnicach...

Tak, to był trudny mecz, bo praktycznie miałem przed nim tylko jeden trening z drużyną, więc wiele zrobić się nie dało. Było widać, że zespół jest w dołku, przypomnijmy sobie, że objąłem drużynę, gdy była właściwie na ostatnim miejscu, gdyby nie ujemne punkty Ruchu. Z takiego kryzysu nie jest łatwo wyjść, trochę to musi potrwać. Myślę, że stopniowo z niego wychodziliśmy, a kwintesencją tego była seria czterech zwycięstw. Wspomniany mecz z GKS-em, który przerwał naszą passę był przełomowy. Nie powinniśmy tego meczu przegrać, byliśmy w dobrej dyspozycji i powinniśmy ciągnąć tę serię dalej. Być może to przerwa na mecze reprezentacji wybiła nas z rytmu, pod każdym innym względem byliśmy przygotowani. To był ważny moment i szkoda, że przegraliśmy.

Potem nastąpiła seria meczów bez wygranej...

Za dużo punktów straciliśmy w końcówkach, charakterystyczny mecz z Odrą Opole, gdzie nie mieliśmy prawa zremisować, podobnie było z Rakowem. Bardzo dużo punktów potraciliśmy w takich okolicznościach. W końcówce rundy, w tych trzech ostatnich meczach uważam, że powinniśmy zdobyć dziewięć punktów, a już najmniej siedem. W drugiej połowie meczu ze Stalą zagraliśmy najlepszą piłkę w całej rundzie

Którego meczu, w którym Podbeskidzie straciło punkty żałuje Pan najbardziej?

Było takich meczów kilka. W Opolu kontrolowaliśmy grę, byliśmy cofnięci całą drużyną, a mimo to daliśmy sobie strzelić w ostatnich minutach po ataku pozycyjnym. Ze Stalą Mielec drużyna zareagowała właściwie, graliśmy bardzo dobrze, dostaliśmy dwa „gongi” w pierwszej połowie, ale podobało mi się w moim zespole to, że się nie poddali. W drugiej połowie poszliśmy po zwycięstwo, może mogliśmy zachować się bardziej asekuracyjnie, ale nie dziwię się zawodnikom, bo mecz był do wygrania. Cały czas graliśmy na połowie Stali, ale w końcówce popełniliśmy błąd i przegraliśmy.

Czy to jest mecz, który uważa Pan za najlepszy w wykonaniu swojego zespołu w zakończonej rundzie?

Mecz ze Stalą był naprawdę dobry, ale żeby go ocenić jako bardzo dobry, to musiałby być wygrany. Natomiast dobrze i mądrze zagraliśmy z Olimpią Grudziądz i zasłużenie wygraliśmy. Na początku gra toczyła się w dość nieciekawej atmosferze, bo kibice już mocno domagali się wygranej, ale w trakcie ich przekonaliśmy do siebie dobrą grą i po meczu atmosfera już była bardzo dobra.

Co Pana najbardziej cieszy jeśli chodzi o wykonaną przez zespół pracę w ostatnich miesiącach?

Trener, który przychodzi do drużyny widąci ile bramek się traci i jaki jest bałagan w obronie, może mieć tylko jeden cel. Na pewno grę obronną poprawiliśmy, ale jeszcze musi być zachowany balans pomiędzy obroną i atakiem, a to nie zawsze się nam udawało. Nie w każdym meczu byłem zadowolony z gry defensywnej, bo w Suwałkach traciliśmy bramki po kuriozalnych błędach, ale mimo wszystko myślę, że jako drużyna wyszliśmy z kryzysu. Wiem, że oczekiwania są większe, nie dziwię się temu, bo klub zasługuje na to, żeby w pierwszej lidze wygrywać. Takie są oczekiwania kibiców i ja sam liczyłem na więcej, ale ten kryzys był bardzo głęboki, i mimo że to nadal nie jest miejsce, w którym chcielibyśmy widzieć Podbeskidzie, to można powiedzieć, że z tego dołka wyszliśmy.

Na czym polega wyjątkowość I ligi?

Na pewno jest to bardzo równa liga, nie można założyć przed żadnym meczem, że zwycięzca jest pewny. Tu naprawdę nie ma słabszych przeciwników, są wyrównane zespoły i czasem decyduje dyspozycja dnia. Ale przy tak wyrównanej grze ważna jest też wola walki, determinacja i to, czy zespół tworzy kolektyw. Niektóre drużyny wygrywają właśnie kolektywem, bo umiejętności w poszczególnych drużynach są bardzo zbliżone i to pokazuje tabela i wyniki. Każdy może wygrać z każdym.

Na podium po rozgrywkach jesiennych jest dwóch beniaminków, o czym to świadczy? Czy to znaczy, że różnica między I a II ligą nie jest taka duża?

Moim zdaniem III liga śląska ma najwyższym poziom w Polsce, to pokazuje przykład właśnie Odry Opole, która awansowała rok po roku, teraz GKS Jastrzębie, beniaminek II ligi prowadzi i poważnie myśli o kolejnym awansie. Poziom tych niższych klas rozgrywkowych, zwłaszcza w przypadku drużyn z czołówki na pewno nie jest niski. Jeśli chodzi o Odrę to być może jest to niespodzianka, ale trzeba zauważyć, że jest to zespół z bardzo dobrą, wyrównaną kadrą, z wieloma doświadczonymi ligowcami i ich postawa w lidze nie jest przypadkiem. Tym bardziej szkoda meczu w Opolu, bo mieliśmy tam zwycięstwo w garści...

Jak grające Podbeskidzie chciałby Pan widzieć wiosną?

Tak, żeby na stadion wrócili kibice. Tego bym bardzo chciał. Uważam, że bez kibiców ten stadion traci swój klimat. Byliśmy blisko żeby przekonać ich do siebie na dłużej, to nie wyszło, choć byliśmy już o krok. Dlatego to będzie naszym zadaniem na wiosnę, żeby grą przyciągnąć ich na stadion. I to nie jednorazowo, ale tak, żeby duża publiczność na naszych meczach była stałą tendencją. Bez kibiców to nie jest to.

Jutro ostatni trening, a po nim dość długa przerwa przed wznowieniem przygotowań.

W tym tygodniu zawodnicy zostali przebadani kompleksowo, pod względem szybkościowym, wytrzymałościowym i siłowym. Po ostatnim treningu zawodnicy przez tydzień mają odpoczywać, a następnie muszą pracować na sport-testerach. Każdy ma do wykonania określoną ilość jednostek treningowych. Do treningów wracamy 4 stycznia, zaczniemy też od badań, na których skontrolujemy jak zawodnicy pracowali indywidualnie. Sezon był dosyć trudny, zarówno pod względem ligowym jak i ze względu na zawirowania wokół klubu, dlatego drużyna musi odpocząć od tego wszystkiego. Dlatego nie uważam, żeby to była bardzo długa przerwa, już po tygodniu każdy zawodnik wraca do pracy, swoje będą musieli zrobić i nie mogą tej pracy indywidualnej zlekceważyć.

MENU